tylko cisza.

Cytat:'klamry we włosach, włosy w drzwiach' - Anna Boryczka

wcale nie jest trudno
człowiekowi odciąć wrażliwość
nożyczkami do paznokci
na brudnozielonej ławce w parku

[w zielonym do twarzy rudym osobom]

wbrew prawu grawitacji
spijałam wino z twoich ust
niebo nade mną było niebem pode mną
rysowałam szczęście na szkle

[wyrzuciłam wszystkie nożyczki]

marzenia cienkim fundamentem
a upadek boli nawet fizycznie
trzymałeś mnie za rękę
chociaż krzyczałam że nie spadnę

[jak lunatycy na cienkim lodzie]

trzymałeś w dłoniach łzawe słońce
na platformie niewiernego nieba
wyglądało śmiesznie
czekałam, aż wyblaknie do cna



Pogrubione :super: Jednak całość mi nie teges. Momentami ten twór przypomina mi moje tworzenie, kiedy piszę to, co mi się wydaje fajne, pasujące itd, ale nauczyłam się po przeczytaniu całości popatrzeć z dystansem i powiedzieć "eee przegadałam to" Mam nadzieję, że i Ty się tego nauczysz, bo widać że pomysł i bakcyla masz, kombinujesz z umiarem (i to dobrze), ale jeszcze nie kroisz. To tak, jak się robi witraż z bibuły: najpierw kawałek bibuły się przymierza i przykleja, ale często wystaje również w miejscu, gdzie będzie inny kolor. By te fragmenty nie zachodziły na siebie trzeba je jeszcze przyciąć

Aha, i żeby mnie cytować? No już naprawdę nie miałaś kogo!

 

30.09 - 01.10.2006 III Międzyszkolny Konkurs Modeli

Byłem też w tamtym roku i zauważyłem że poziom z roku na rok jest coraz wyższy.

Ostatnio bywam na wielu takich imprezach i muszę powiedzieć, że z imprezy na imprezę poziom jest wyższy. Modelarze coraz bardziej przykładają do detali i estetyki. Modele pokazywane na konkursach dorównują niejednokrotnie najwspanialszym rzeźbiarzom, malarzom czy innym cudotwórcom tworzącym się dzieła sztuki. Byłem w ostatnią niedzielą i sobotę na "Festiwalu Koronek, Haftu i Rękodzieła", było tam bardzo dużo prac wykonanych rękami ale z pośród kilkuset wystawców mogłem wybrać jedynie dwóch którzy zrobili cuda na wyższym poziomie i zastosowali więcej technik niż modele nagrodzone z tak mało znaczącej choć bliskiej nam ziomalom imprezy. Niestety organizatorzy odmówili zgłoszenia kilku modelarzom którzy chcieli pokazać tam swoje modele. Nie wiem czemu ale żałuję, bo zakasowali by swoim kunsztem innych rękodzielników.

Nie ma porównania zrobić model z kartonu czy z plastiku a nakleić kolorowy obrazek na talerz i pomalować go lakierem do witraży czy też powycinać z bibuły kwiatek i osadzić go na gotową chińską łodygę z plastiku.

Świąteczne dekoracje sal i okien w przedszkolu

W mojej sali zaroiło się dzisiaj od Mikołajów.Bardzo podobały mi sie Mikołaje z dzwoneczkami z ostatniego numeru 'Hobby', sa proste i dzieci bardzo szybko je wykonały.Zostały powieszone przy lampach.Później dołączą do nich Aniołki z serwetkowymi sukienkami.W ubiegłym roku zawieszone miałam gwiazdki ażurowe, wycięte z tektury i owinięte folią aluminiową, między nimi umieszczone były rurki po ręcznikach papierowych owinięte niebieską bibułą,na której w kilku miejscach przyklejone były kulki z waty imitujące śnieg.Poza tym na szybach przyklejamy witraże lub witrazowe gwiazdki.

własne dzieła

Hej !!!!

Dawno ti nie pisałąm bo nie ma czym sie chwalić . Ale ostatnio robię rękodzieła , dekoracje do mieszkania . Np witraże i planuję robić kwiaty z bibuły . I tu klops gdzie widziałam jak to sie robi i nie moge nic znaleść . Ale chętnie podejmnę wyzwania . Możę któraś ma szablony na witraże gotowe . Też możecie się pochwalić .

 

BAL HALLOWEEN Gdańsk 5 października 2008

Ozdoby na Halloween:
http://www.babyboom.pl/dz.../halloween.html
http://trojmiasto.miastod...arch1&Itemid=76

Wzory do namalowania na twarzy:
http://www.paluszkami.pl/art/14

Z ozdób robiliśmy witraż dynia, lampion - słoik owinięty bibułą, duszki - wzory na zdjęciach.

Konkursy - slalomy, mumia - dziecko plus papier toaletowy, paskudztwo- miseczki
z różnymi "paskudztwami" - galaretka, budyń, dżem, keczup, sok itp. - dziecko wkłada
paluszek i organoleptycznie musi powiedziec co ma na palcu, gryzienie jabłek
zawieszonych na sznurkach - rodzic trzymał sznurek z jabłkiem , a dzieci musiały jeść.
Chciałam jeszcze zrobić konkurs na szukanie robali, ale nie udało mi się nigdzie
dostać tych własnie robali, bo okazało się, że za wcześnie chciałam kupić jakieś węże, pająki itp. ,
które są kojarzone z Halloween. Za to strasze dzieci rozwiązywały zagadki
halloweenowe w języku angielskim.
http://www.superkid.pl/pl/halloween-po-angielsku

Mam nadzieję, że może komuś powyższe pomysły się przydadzą. Można np. zaproponować
takie warsztaty na wykonanie ozdb halloween w przedszkolu, szkole.
U chłopców w przedszkolu przynajmniej dwa razy do roku panie organizują jakieś
tematyczne warsztaty dla dzieci i rodziców.

Bekowe odzywki naszych nauczycieli ;)

Dziś nasza pani od plasyki "To raczej wygląda jak papier toaletowy a nie bibuła..." ;] <robiliśmy witraż> ;] lol

Bibuła karbowana

KWIATY Z BIBUŁY - ale nie tylko takie "zwyczajne" polegające na obwijaniu paska bibuły wokół drucika, ale najprawdziwsze kwiaty z płatkami. Z bibuły wycina się kształt płatków, końcówki można lekko pozawijać co pozwala na powyginanie - uwypuklenie płatków, w środku również z bibuły tworzymy pręciki kwiatu, zwijając kawałki bibuły... (gdzieś mam zdjęcia moich prac, jak znajdę to dołączę), płatki mocuje się taśmą klejącą lub zszywając nićmi razem, mocuje się łodyżkę - drucik obwinięty bibułą... Wyglądają jak najprawdziwsze kwiaty - wykonywałam taką pracę z 4 latkami - wyszło super...

WITRAŻE - szablon witrażu wycinamy z bloku technicznego, zaś wolne miejsce zalepiamy kolorową bibułką według uznania. Wzór najprostszego witrażu można zobaczyć na mojej stronie http://mojeprzedszkole.prv.pl/plastyka.htm

KOLAŻ Z BIBUŁY - mieszamy klej roślinny lub wikol z wodą i smarujemy nim kartkę z bloku technicznego. Na kartkę nakładamy kawałki bibuły gładkiej lub karbowanej (kolorowe fragmenty mogą nachodzić na siebie).Następnie moczymy pędzel w mieszance kleju z wodą i przyciskamy bibułę do podłoża, tak aby namokła, a jednocześnie przykleiła się. Gotową pracę pozostawiamy do wyschnięcia.

PALMY WIELKANOCNE - chyba nie trzeba nic więcej pisać, patyczek, a na nim przeróżne marszczenia, fale, poszczępione kawałki bibuły.

BARWIENIE PAPIERU - w płaskim pojemniku maczamy bibułę tak by zabarwiła wodę, w tym barwnym "roztwrze" maczamy deliktnie kładąc na powierzchnię wody kartkę bloku technicznego, po zetknięciu z wodą kartkę ściągamy z powierzchni wody i kładziemy na płasko do wysuszenia... Powstaje przepięknie barwiony papier, który potem można wykorzystać do wielu majsterek...

KULECZKI Z BIBUŁY - z kawałków podartej bibułki zwijamy kuleczki i za ich pomocą wyklejamy kontury przygotowanego obrazki - wygląda świetnie.

DYWAN LUB WAZON Z BIBUŁKI - wydzieramy paseczki bibuły i przyklejamy na wcześniej przygotowany kontur czarodziejskiego dywanu lub wazonu. Powstają przepiękne makaty. Prace prezentują się przepięknie gdy kontury dywanu lub wazonu namalowane są na kolorowym bloku technicznym - najlepiej czarnym. Wtedy pięknie odznaczają się kolory...

BIBUŁA JAKO TWORZYWO DO TWORZENIA STROJÓW - sukienek, pelerynek itp...

Dewastacja najstarszej katedry w USA

Za www.bibula.com

Najstarsza katedra w USA po "pracach konserwacyjnych" ogołocona z witraży

Po niemal dwóch latach prac określanych jako tzw. prace konserwacyjne, w piątek 7 lipca br. biskup pomocniczy Archidiecezji Baltimore, bp Denis J. Madden poświęcił ponownie najstarszą w Stanach Zjednoczonych bazylikę Basilica of the National Shrine of the Assumption of the Virgin Mary. 200-letnia bazylika, usytuowana w samym centrum Baltimore na wzgórzach Mount Vernon, zamknięta została w listopadzie 2004 roku i poddana została wielu tzw. pracom konserwacyjnym zamykającym się kwotą 32 milionów dolarów. Dyrektor historycznego nadzoru Bazyliki, Mark J. Potter powiedział, że jest ona "nie tylko podwaliną Kościoła katolickiego w Ameryce", ale również "kamieniem węgielnym wolności religijnej w Ameryce". Mówiąc o zastąpieniu witraży przejrzystymi szybami, Dyrektor Mark J. Potter powiedział, że "Dzisiaj jesteśmy świadkami czegoś więcej niż powrotu światła, cudownego światła do wspaniale odnowionego budynku, [bowiem przez ten fakt] zwracamy uwagę na rolę stanu Maryland w rozwoju tolerancji i wolności religijnej w Ameryce".

Uroczystość otwarcia bazyliki odbędzie się 4 listopada br., a następnego dnia nastąpi ponowne poświęcenie ołtarza. Podczas następnych dziewięciu dni zaplanowane są koncerty, międzyreligijne spotkania oraz wycieczki dla turystów. W dniu 12 listopada biskupi amerykańscy zbiorą się, by odprawić uroczystą Mszę połączoną z procesją.

KOMENTARZ BIBUŁY: Dostojna i piękna bazylika Basilica of the National Shrine of the Assumption of the Virgin Mary, kościół-historia Ameryki, pierwsza wybudowana na ziemii amerykańskiej katedra, dzieło architekta Benjamin Latrobe, tego samego który zaprojektował budynek Kongresu Stanów Zjednoczonych - zmienia radykalnie swoje oblicze. Tak zwane prace konserwacyjne zniszczyły jeden z najpiękniejszych elementów bazyliki: dziewięć olbrzymich, 10-metrowych witraży, które zostały usunięte i zastąpione zwykłymi szybami. Początkowo Komisja Ochrony Zabytków miasta Baltimore (Baltimore City Commission on Historical and Architectural Preservation) stanowczo oponowała przeciwko zakusom usunięcia witraży, ale w końcu - najprawdopodobniej pod wpływem nacisków amerykańskich biskupów i ich architektonicznych doradców - zmieniła decyzję. W listopadzie obejrzymy więc tę perełkę architektoniczną pozbawioną witraży. Ciekawe jakie jeszcze niespodzianki kryje wnętrze tej "odnowionej katedry".

Na witrażach znajdowały się wizerunki świętych i przedstawiona została historia Kościoła w Ameryce: od przybycia osadników katolickich na ziemię amerykańską, przez pierwszą Mszę św. odprawioną w Maryland 25 marca 1634 roku, konsekrację kolejnych biskupów czy wizytę kardynała Eugenio Pacelli, przyszłego papieża Piusa XII , który odwiedził Bazylikę w 1936 roku. Widocznie komuś nie podobała się katolicka historia Ameryki, kraju który miał kiedyś szanse stać się krajem katolickim, po strasznych prześladowaniach katolików z rąk protestantów. Ci sami co wprowadzili te prawa, zabraniające katolikom zdobywania edukacji, sprawowania urzędów, wykonywania zawodu prawnika czy nawet głosownia - bo takie obowiązywały prawa np. w Maryland, o czym tak rzadko wspomina się! - kontynuują swoją nienawiść do katolicyzmu i Kościoła. Tym razem zabrali się za likwidację witrażowych wspomnień najpiękniejszych kart historii Ameryki. No, ale co się dziwić: posoborowy kierunek Kościoła zmierza do "międzyreligijnych" spotkań i "dialogów" bez słowa przypomnienia o koniecznym warunku zbawienia: powrotu na łono Kościoła katolickiego, i takie witraże po prostu przeszkadzają na tej obłędnej drodze.
Dzisiejszy Kościół staje się ofiarą, która mordowana przez odwiecznych wrogów, również i sama sobie zadaje śmiertelne rany.

http://www.bibula.com/new/display.php?textid=00453

1

"Poznacie ich po ich owocach..."
Spojrzenie na dzisiejszy Kościół

Dysktując o duchowym stanie współczesnego świata nie sposób nie zauważyć zmian, które głęboko dotknęły również i Kościół Katolicki w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Nie tak dawno silny i stabilny organizm, dziś chwieje się zarówno w swych ludzkich podstawach, jak i traci łączność z Tradycją i Źródłem. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, iż jesteśmy świadkami jednego z największych kryzysów w historii Kościoła, a biorąc pod uwagę powszechość zmian, skalę odstępstw oraz ich akceptację, także wśród duchowieństwa, nie wykluczając najwyższych pasterzy, można wyrazić obawę, że żyjemy w czasach największego kryzysu, wyprowadzenie z którego siła samego człowieka nie wydaje się już być wystarczająca.

Kościół w swej historii przechodził różne kryzysy, targały Nim różne siły, a przewodzili niekiedy chwiejni pasterze. Przychodził jednak moment ludzkiego opamiętania i przy działaniu Ducha św. następowało nawracanie nawet grzesznych, tracących rozeznanie biskupów i papieży. Nieodparcie nasuwa się tutaj analogia do czasów pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to schizma ariańska objęła niemal cały Kościół. Wtedy to św. Atanazy, nieprzypadkowo zwany Wielkim, jako niemal jedyny sprzeciwił się wyznawanym powszechnie herezjom. Odrzucony przez wszystkich, wyklęty przez biskupów i wyrzucony z ojczyzny nie zawahał się ani na moment w głoszeniu Prawdy. Gdy już wydawało się, że Kościół ziemski oddziela się na stałe od Mistycznego Ciała Chrystusa, Duch święty poprzez tego nieugiętego w Wierze Doktora Kościoła, dokonuje cudu i Kościół zawraca z błędnej drogi. W następnych wiekach podobne historie powtarzały się, gdyż tak ludzka ułomność jak i szatańskie wpływy wielokrotnie ukazywały swą destrukcyjną moc.

Najbardziej tragiczny w obecnym kryzysie Kościoła jest fakt odejścia ostatnich papieży od głównej roli chronienia Kościoła, bronienia Go przed wszelkimi nowinkami. Wręcz przeciwnie: obserwujemy od czterdziestu lat niespotykane na skalę historii Kościoła zjawisko wprowadzania innowacji przez Papieży.

Dzisiejszy kryzys Kościoła posiada wiele elementów obserwowanych w przeszłości, lecz zasadniczo różni się zaistnieniem tych wszystkich elementów naraz, czyli: skalą odstępstw dosięgającą najwyższych hierarchów, masowością obejmującą niemal wszystkich wiernych, którzy stracili w supermarkecie oferowanych przez Kościół idei punkt zaczepienia i którzy de facto żyją w świecie apostazji. Lecz nade wszystko różni się przyjęciem niektórych elementów dogmatyki i liturgii, które przez wieki uchodziły nie tylko jako niekatolickie, ale nawet jako antykatolickie. Najbardziej tragiczny w tym wszystkim jest jednak fakt odejścia ostatnich papieży od głównej roli chronienia Kościoła, bronienia Go przed wszelkimi nowinkami. Wręcz przeciwnie: obserwujemy od czterdziestu lat niespotykane na skalę historii Kościoła zjawisko wprowadzania innowacji przez Papieży. Jak wyraził to Monsignor Klaus Gamber w swym dziele Reforma Liturgii Rzymskiej: "Wprowadzanie reform w Kościele z całą pewnością nie jest funkcją Urzędu Piotrowego. Pierwszą powinnością Papieża jest działać jako główny biskup strzegący tradycji Kościoła - Jego tradycji dogmatycznych, moralnych i liturgicznych."[1]

Dramatyczny spadek ilości praktykujących wiernych, nowinki liturgiczne, przykłady podważania podstawowych dogmatów wiary przez pasterzy decydujących o losach Kościoła, zanik szacunku do Najświętszego Sakramentu, fałszywy Ekumenizm, błędy teologiczne "zapewniające" człowiekowi pewne i bezwarunkowe zbawienie, zrównywanie kapłaństwa sakramentalnego z "powszechnym kapłaństwem" poprzez zlewanie ich we wspólne pojęcie "Ludu Bożego" - te i inne uderzające fakty są tak widoczne, że tylko osoba naiwna bądź zaślepiona obcą ideą nie przyjmuje ich jednoznaczności. Jednak nie tylko rzut oka na otaczającą nas rzeczywistość, lecz i głęboka, systematyczna analiza statystyczna, której cząstkę przedstawię w niniejszym opracowaniu, odsłania smutny obraz upadku katolicyzmu.

Obok zmian ilościowych, widzimy też zupełnie "nową jakość", nowy twór Kościoła i wiernych, których cechuje bądź powszechna ignorancja i nieznajomość zasad Wiary, niemal całkowite zatracenie sensus catholicus, bądź też świadome odrzucenie Nauki Kościoła. Taka postawa współczesnych wiernych nie jest jednak produktem przypadku: kształtowana jest nie tylko przez wrogie katolicyzmowi środowisko społeczne, a przede wszystkim medialne, lecz również przez dzisiejszy Kościół, który wysyła sprzeczne ze sobą sygnały i kawałek po kawałku odcina swą przeszłość traktując ją jako niepotrzebny bagaż.

Przyczyny
Wobec tak dramatycznego obrazu należałoby zastanowić się czy możliwe jest wskazanie przyczyn dzisiejszej sytuacji, a widząc zasadniczą różnicę pomiędzy Kościołem sprzed kilkudziesięciu lat a stanem dzisiejszym, czy można mówić o jakimś konkretnym punkcie przełomowym, oddzielającym te dwa okresy Kościoła. Wskazanie przyczyn pozwoliłoby na postawienie diagnozy i ustalenie sposobów leczenia. Okazuje się, że nie tylko można, ale i to, że nie jest to wcale trudne: wskaźniki statystyczne, które przedstawię poniżej, umiejscawiają ten przełomowy okres na lata krótko po 1965 roku. Oczywiście chodzi o dokładnie ten sam okres, kiedy to papież Paweł VI, zamknąwszy kilkuletnie obrady Soboru Watykańskiego II, wprowadził Kościół w "nową erę".

Toczy się dyskusja[2], na ile przyczyną tych dewastujących zmian były czynniki zewnętrzne, czyli obserwowane w tamtych latach zeświecczenie społeczeństw, w jakim stopniu zaważył na tym sam Sobór, a na ile dewiacje od soborowych ustaleń. Rozważmy w skrócie te możliwości. Jeśli przyjmiemy pierwsze wyjaśnienie za prawdziwe, to udowadaniając je należałoby oczekiwać podobnego spadku zainteresowania wiarą i religią wśród wyznawców innych religii i w innych chrześcijańskich odłamach (np. w tzw. kościołach protestanckich). Tak jednak nie było: odłamy protestanckie obserwowały w tym samym czasie albo wzrost ilości wiernych, albo utrzymywały te liczby na wyrównanym poziomie, co oczywiście nie może służyć jako argument świadczący o powszechnym zeświecczeniu społeczeństw. W ostatnich latach wskaźniki ilości wiernych uczęszczających do zborów protestanckich, np. w Stanach Zjednoczonych mają tendencję zwyżkową, przy stałym spadku katolików uczęszczających na Msze św.

Inne wyjaśnienie każe upatrywać przyczyn obecnej tragicznej sytuacji w samym Soborze, lecz jeśli tak, należy zastanowić się czy siłą sprawczą były zainicjowane w dokumentach soborowych dwuznaczności, które później progresywistyczne siły zręcznie wykorzystały do destrukcji Kościoła, czy też możemy mówić tylko o posoborowej niesubordynacji duchownych i wiernych świeckich wobec czystych i klarownych myśli zawartych w dokumentach Soboru. Innymi słowy, czy mieliśmy - i mamy - do czynienia z wpływem czynników zewnętrznych odciągających wiernych od Kościoła (zeświecczenie społeczeństw i powszechna rebelia duchownych i świeckich), czy też przyczyna leży głębiej.

Wszystkie subiektywne i obiektywne wskaźniki jednoznacznie pokazywały Kościół przedsoborowy w stanie rozkwitu i nie wymagający żadnej reorientacji.

Konieczność zmian?

Wśród apologetów dzisiejszego dryfującego Kościoła często słychać opinie o konieczności przekształcenia "skostniałego" Kościoła przedsoborowego opierającego się na "staroświeckich" zasadach nie pasujących do rozwijającego się i uciekającego świata. Kościół - wmawiano - pozostawał w tyle, nie rozumiał już otaczającej Go rzeczywistości i istniała konieczność dokonania radykalnych przemian. Katalizatorem tych przemian miał być Sobór Watykański II "otwierający Kościół na świat". Pomijając sam aspekt nagłej i nieoczekiwanej idei zwołania Soboru, która niespodziewanie naszła papieża Jana XXIII[3], i którą można różnie interpretować, pomijając również niezbity fakt nieistnienia żadnego ruchu wewnątrzkościelnego domagającego się reform (poza oczywiście skrajnie liberalnymi siłami progresywistycznymi, które jednak i wtedy były wokalnie uciszone), dogłębna analiza nie ukazuje żadnej potrzeby radykalnych zmian Kościoła w tamtym okresie.

Co więcej, wszystkie subiektywne i obiektywne wskaźniki jednoznacznie pokazywały Kościół w stanie rozkwitu i nie wymagający żadnej reorientacji. W praktyce okazało się jednak, że zwołany Sobór szybko wykorzystany został przez siły progresywistyczne, które - po potępieniu ich przez św. Piusa X jedynie przyczaiły się czekając na stosowną okazję[4] - poczuły się w końcu na tyle silne, że przypuściły frontalny atak na Tradycję. Wprowadziły one, często niezauważalnie i najczęściej wbrew woli większości Ojców soborowych, ambiwalentne pojęcia, które później zręcznie zreinterpretowywano, powołując się tym razem na "ducha soborowego", co w rezultacie doprowadziło do skutecznego zainfekowania Kościoła modernizmem, tym "stekiem wszystkich herezji", jak jednoznacznie i dobitnie nazwał to papież Św. Pius X . Na dewastujące skutki nie trzeba było długo czekać.

http://www.bibula.com/18/images/piusx.jpg

Papież Święty Pius X - pogromca modernizmu
Kaplica Papieża świętego Piusa X w Katedrze Cathedral of Mary Our Queen w Baltimore, Maryland

Nie przyjmując do wiadomości zaistnialych faktów świadczących w całej swej rozciągłości o prawdziwych intencjach osób współuczestniczących w dezintegracji Kościoła, pozbawia dyskusje o przyczynach obecnej katastrofy i koniecznych środkach zaradczych nie tylko rzetelności, ale i sensu.

Narodziny Nowego Kościoła

Wszystko każe sądzić, że - obok niewątpliwego wpływu czynników zewnętrznych - litera wielu soborowych dokumentów oraz duch posoborowych przekształceń były elementem decydującym w tak znacznej zmianie oblicza Kościoła ostatnich lat. Już nawet pobieżna analiza dokumentów soborowych wskazuje na mnożące się w nich ambiwalentne stwierdzenia, nieznane we wcześniejszych dokumentach Kościoła, a nawet błędy doktrynalne i duszpasterskie. Literatura na ten temat jest niezwykle bogata i szczegółowo opisuje przyczyny, sposoby i techniki wprowadzania tych zmian oraz wskazuje na konkretne osoby odpowiedzialne, bądź to bezpośrednio za ich dokonanie, bądź inspirujące swoimi wpływami i teoriami[5]. Nie przyjmując do wiadomości tych zaistniałych faktów, świadczących w całej swej rozciągłości o prawdziwych intencjach osób współuczestniczących w dezintegracji Kościoła, pozbawia dyskusję o przyczynach obecnej katastrofy i koniecznych środkach zaradczych nie tylko rzetelności, ale i sensu. Niestety, dzisiejszy klimat panujący wśród wiernych, szczególnie w Polsce, utrudnia poważną dyskusję o tamtych wydarzeniach oraz o dzisiejszym stanie Kościoła, jak również uniemożliwia obiektywne podsumowanie obecnego Pontyfikatu, który - trzeba z bólem przyznać - oddaje Kościół w stanie gorszym niż zastał. Miast tego, szerzą się mity o zaistniałej "odnowie" w posoborowym Kościele, obowiązuje swoista "propaganda sukcesu" dzisiejszego Urzędu Papieskiego, a nauczanie soborowe i posoborowe traktuje się jako kontynuację Tradycji Kościoła. Warto wobec tego przypomnieć, że Sobór Watykański II zamknął całą przeszłość Kościoła i skierował Go na zupełnie inną, oddalającą od Tradycji drogę. Stwierdził to w 1988 roku sam kardynał Joseph Ratzinger, zresztą uczestnik progresywistycznego nurtu soborowego, mówiąc:

"Sobór Watykański II nie jest traktowany jako część całej żywej Tradycji Kościoła, lecz jako koniec Tradycji, jako nowy początek startujący z punktu zerowego. Prawda jest taka, że tenże Sobór nie zdefiniował żadnego dogmatu [wiary], lecz celowo wybrał pozostanie na skromnym poziomie, jako jedynie sobór pastoralny. Mimo tego, wielu traktuje go jak gdyby był on rodzajem superdogmatu, zabierającego znaczenie całej reszcie." [6]

W żaden sposób nie odsunięto teologów i księży szerzących i wprowadzających destrukcyjne koncepcje. Ci, którzy słusznie zasłużyli na zapomnienie, nie tylko nie zostali odsunięci i napiętnowani, ale uhonorowano ich, a ich prace szeroko rozpowszechniono i włączono w nurt Kościoła.

Tragizm sytuacji znany był już szeroko zaledwie w kilka lat po zamknięciu obrad Soboru. W Allokucji Papieża Pawła VI do studentów seminarium Lombard z 7 grudnia 1968 padły słowa, iż Kościół przechodząc dzisiaj moment niepokoju "znajduje się w procesie 'autodestrukcji'" (autodistruzione). Proszę zwrócić uwagę, że chodzi o samodestrukcję, o bardziej groźny i podstępny rakowy atak komórek wewnętrznych, a nie o atak zewnętrzny. Papież dodał wtedy, iż: "Kościół jest uderzany także przez tych, którzy są Jego częścią". Te znamienne słowa świadczą o pełnej świadomości pasterzy posoborowego Kościoła o skutkach zainicjowanych zmian, a inne teksty każą sądzić, że już wtedy wiadomo było dokładnie i o tym kto jest za nie odpowiedzialny. Nie tylko jednak nie przeciwdziałano dewastującym skutkom, lecz dalej rozwijano mit "wiosny w Kościele" i dalej pielęgnowano zainicjowane zmiany. W żaden sposób nie odsunięto teologów, pasterzy i księży szerzących i wprowadzających destrukcyjne koncepcje. Ci, którzy słusznie zasłużyli na zapomnienie, nie tylko nie zostali odsunięci i napiętnowani, ale uhonorowano ich, a ich prace szeroko rozpowszechniono i włączono w nurt Kościoła[7].

Podsumowując owoce soborowe, w 1984 roku w angielskim wydaniu L'Osservatore Romano kardynał J. Ratzinger[8] powiedział:

"Na pewno rezultaty [Soboru Watykańskiego II] wydają się okrutnie przeciwne oczekiwaniom wszystkich, zaczynając od Papieża Jana XXIII a potem Papieża Pawła VI: spodziewano się nowej katolickiej jedności, a zamiast tego zostaliśmy narażeni na odstępstwa, które - używając słów Papieża Pawła VI - przeszły od samokrytycyzmu do samodestrukcji. Spodziewano się nowego entuzjazmu, a wielu skończyło na zniechęceniu i znużeniu.
Spodziewano się wielkiego kroku naprzód, a zamiast tego znaleźliśmy się w obliczu dekadenckich procesów progresywnych, które rozwijały się w większości pod przykrywką powoływania się na Sobór.
Rezultat końcowy wydaje się przez to negatywny. Powtarzam tutaj to co powiedziałem już dziesięć lat po końcowych pracach [Soboru]: jest nieodwracalnym to, że ten okres był definitywnie dla Kościoła Katolickiego niesprzyjający."

Warto dokonać w tym miejscu kluczowego rozróżnienienia, iż Sobór Watykański II prezentowany i odbierany często jako sobór dogmatyczny, zwołany został w intencjach jedynie pastoralnych i w takich dotrwał do końca. To, że siłom progresywistycznym jest na rękę opinia soboru dogmatycznego, startującego z jakiegoś "punktu zerowego" i redefiniującego całą Tradycję, nie może przysłonić nam faktu, iż zmiany posoborowe odnoszą się w praktyce do sfery funkcjonującej poniżej Magisterium, bowiem formalnie nie odrzucono podczas Soboru żadnego artykułu doktryny Kościoła, nie przemawiało Magisterium Nadzwyczajne (Magisterium extraordinariumi)[9]. Faktem jest, iż jesteśmy świadkami wielu nadużyć również dokonywanych na najwyższych szczeblach i wyraźnie odczuwamy zaniedbania władz kościelnych nie korzystających z koniecznych narzędzi dyscyplinujących (zapominających o starej łacińskiej maksymie: Nulla lex sine poena - Nie ma prawa bez kary), ale to wszystko bardziej świadczy o materialnym niż formalnym odejściu od Tradycji. Istotne rozróżnienie, choć skutki w praktyce są chyba równie dewastujące.

Dziś, po upływie tylu lat, dysponując szerszym spojrzeniem, materiałami praktycznymi, wiedzą statystyczną oraz zwykłym codziennym doświadczeniem, można wysnuć wnioski podsumowujące i opisać stan Kościoła wraz z Jego rysującą się przyszłością. Jedno i drugie nie napawa do optymizmu, wręcz przeciwnie: tchnie grozą tragiczności sytuacji, ukazuje apokaliptyczną wizję czasów ostatecznych, stanowi przykład niesubordynacji wobec próśb i żądań Matki Bożej wyrażonych w Fatimie[10].

Sobór Watykański II zwołany został w intencjach jedynie pastoralnych i w takich dotrwał do końca, lecz siłom progresywistycznym jest na rękę opinia soboru dogmatycznego, startującego z jakiegoś"punktu zerowego" i redefiniującego całą Tradycję.

Zanim przejdę do przedstawienia wielce wymownych wskaźników - mówiąc krótko: owoców obranego przez Kościół kierunku - warto raz jeszcze zapytać się głośno tych wszystkich, którzy kurczowo i bezkrytycznie trzymają się mitu okupowanego Kościoła, wizji w której widzą tylko złowrogie siły zewnętrzne nacierające na Kościół, a nie dopuszczają możliwości wrogów wewnętrznych wprowadzających błędy do nauczania Kościoła i skutecznie infekujący Go modernistycznymi herezjami, aby wskazali przyczyny tak gwałtownej, rewolucyjnej zmiany w Kościele. Jak dotąd, nie słychać z tej strony konkretnych diagnoz "niewyjaśnionego" zachowania się wiernych, którzy nagle, w kilka zaledwie lat, milionami opuścili Kościół, nie słychać diagnoz "niezrozumiałych" decyzji tysięcy duchownych na całym świecie rzucających nagle kapłaństwo. Dalej żyją oni zawężonym myśleniem okupowanego Kościoła, a przyparci do muru wskazują na jakieś nieokreślone siły sprzeniewierzające się "klarownej nauce soborowej". A przecież zwykła uczciwość każe przyznać, że w samym jądrze Kościoła rozpanoszyli się teologowie wstrzykujący swe destrukcyjne lewackie eksperymenty, zaś prawdziwa troska o przyszłość Kościoła każe ich wyławiać, piętnować, karać i skutecznie izolować. Tak jednak się nie dzieje: na naszych oczach, za cichym przyzwoleniem czy nawet otwartym pozwoleniem administratorów kościelnych, świątynia Boża ulega erozji.

Wszystko wskazuje na to - a praktyka dnia codziennego z wymownymi pustymi kościołami i przerażającymi statystykami jedynie to potwierdza - że Kościół katolicki obrał po Soborze kierunek oddalający Go od swej Tradycji i kroczy nim do dzisiaj przeobrażając katolicyzm w zupełnie inną, nową jakość. Buduje Nową Religię i zmierza ku destrukcji katolicyzmu opierając się na nowej teologii, zamieniającej filozofię tomistyczną na rzecz fenomenologii i innych nurtów modernistycznych[11]. Skutkiem wprowadzenia pewnych koncepcji teologicznych - wcale nie nowych i doskonale znanych już wcześniej i wyraźnie potępionych przez poprzednich Papieży - stało się zatracenie wiary w Nadprzyrodzoność Chrystusa, w Transubstancjację i w konsekwencji odejście od Kościoła całej rzeszy wiernych.

Jednym z najważniejszych elementów odciągających wiernych od Kościoła było dokonanie głębokich zmian w liturgii, przede wszystkim wprowadzenie nowej Mszy św. (Novus ordo Missae), która - warto podkreślić - nie tylko nie jest kontynuacją Tradycji, ale była zupełną nowością liturgiczną i zresztą tak właśnie, jako "nowość" ("nowinka") została określona przez papieża Pawła VI w przemówieniu w 1969 roku. Zmiany liturgiczne przyczyniły się do zniszczenia respektu do Najświętszego Sakramentu, tak wśród wiernych świeckich, jak i duchownych, a towarzyszące temu procesowi liczne inne nowinki krok po kroku przyczyniły się do destrukcyjnych przeobrażeń Kościoła. Biskupi poczuli, że wolno im bezkarnie wprowadzać eksperymenty liturgiczne, księża zaczęli samodzielnie poszukiwać "większej ekspresji" w liturgii, a antropocentryczność zmian wyzwalała w nich dary aktorskie.

Niestety, te wszystkie nadużycia ostatnich lat nie odbywały się w próżni, lecz były w jakimś stopniu inspirowane, a na pewno aprobowane przez Stolicę Apostolską. Komu zawdzięczać liczne nominacje biskupie czy kardynalskie postaci, które w swych poglądach bardziej pasują do nurtów protestanckich niż Kościoła Katolickiego? Komu zawdzięczać nieortodoksyjne, nieklarowne czy wręcz zaprzeczające Tradycji sformułowania w dokumentach kościelnych? Komu zawdzięczać zupełny brak zainteresowania licznymi dysydenckimi ruchami, które działają bez granic i nie obawiają się żadnej reprymendy? Pomyłki ludzkie zdarzają się, słabości można zrozumieć, jednak te same uczynki powtarzane wielokrotnie przestają stanowić niechciany przypadek i zaczynają sygnalizować trend, program, filozofię. I tu dochodzimy do bardzo drażliwego punktu.

Rzeczowa analiza filozofii obecnego Papieża ukazująca Jego wybitnie nietradycyjne myślenie jest już dosyć obszerna, a wyniki nie są żadną niespodzianką. Nie są także domeną jakichś wyizolowanych środowisk - jak niekiedy sugeruje się - lecz są tak samo zauważane przez szerokie nurty neokatolickie, czyli tych, którzy sami oddalili się od prawdziwej nauki Kościoła. W amerykańskim neokatolickim piśmie progresywistycznym Commonweal, na krótko przed podwójną beatyfikacją papieży Jana XXIII i Piusa IX w 2000 roku tak oto podkreślano ogólnie znany liberalizm papieża Jana Pawła II, dosyć celnie podsumowując obecny Pontyfikat:

"Wielki absurd nadchodzącego wydarzenia [podwójnej beatyfikacji] może być wychwycony gdy rozpoznamy to, że zarówno Jan XXIII jak i Jan Paweł II byliby potępieni za swe idee i za swe słowa, jeśli wyznaliby je w czasie gdy Pius IX był u władzy."[12]

Destrukcja w praktyce
Wtedy, gdy budowla Kościoła stanowiła jeszcze silny organizm kierujący się niezmiennymi zasadami, rozsadzenie Go przez wrogów zewnętrznych - a próby były dokonywane nieustannie - stanowiło wielką trudność, jednak przebiegle zainicjowane zmiany wewnętrzne osłabiły tę trwałą strukturę i pod wpływem śmiałych sił odśrodkowych pękł jej nienaruszalny rdzeń. Organizm z uszkodzonym systemem immunologicznym stał się bezbronny wobec wewnętrznych, rakowych ataków neomodernizmu i rozpoczął się szybki proces dekompozycji. Wprowadzone do życia Kościoła zmiany były ziszczeniem się marzeń Jego wrogów. W XIX wieku ekskomunikowany ksiądz Paul Roca, apostata i mason, przewidywał celnie: "Kult Boży w formie nakazanej przez Kościół Rzymski ulegnie wkrótce zmianie na soborze ekumenicznym, który przywróci mu czcigodną prostotę złotego wieku Apostołów, zgodnie z wymaganiami świadomości i nowoczesnej cywilizacji [...] Bliska jest już ofiara, która wyraża uroczysty akt pokuty [...] Papiestwo upadnie, umrze pod poświęconym nożem, który wykują ojcowie ostatniego soboru." To, o co zewnętrzni wrogowie zabiegali przez wieki, osiągając w sumie niewiele, wewnętrzne siły progresywistyczne potrafiły skutecznie zrealizować w kilka zaledwie lat.

Nie zaniedbując żadnej dziedziny mogącej osłabić Kościół, skupiono się przede wszystkim na tym, co stanowiło esencję Wiary i tam skierowano ataki, wprowadzając i upowszechniając między innymi:

Nową liturgię, a przede wszystkim Mszę św., w niewielkim jedynie stopniu zaczepioną w Tradycji. Warto przypomnieć, że Ojcowie Soborowi nie podpisali się (a większość absolutnie nie dopuszczała takiej myśli) pod jakimkolwiek dokumentem zmieniającym nieśmiertelną Mszę św. Wszechczasów. Dopiero w kilka lat później, w postępującym procesie zainspirowanym "duchem soborowym", papież Paweł VI dokonał radykalnych zmian, przeobrażając to, co nie powinno zostać ruszone. Msgr Klaus Gamber ujął tę zmianę słowami: "Prawdziwa destrukcja tradycyjnej Mszy [św.] w tradycyjnym rzymskim rycie, z ponad 1000-letnią historią, stanowi całkowitą destrukcję wiary, w której [Msza św.] jest umocowana; wiary, która była źródłem pobożności i odwagi niosącej świadectwo Chrystusa i Jego Kościoła oraz inspiracją dla niezliczonej liczby katolików przez wiele wieków."[13]
Przenicowanie całej teologii widoczne jest tak wyraźnie w postawie kapłana, który zwracał się wraz z wiernymi ku Bogu (verus Deo) składając na ołtarzu Ofiarę przebłagalną za nasze grzechy, a dziś zwrócony versus populum, jako "przewodniczący zgromadzenia Ludu Bożego" celebruje na stole Wieczerzę, Posiłek.

Zmiany doprowadzające do upadku szacunku do Najświętszego Sakramentu, z takimi nadużyciami jak Komunia św. na rękę, upowszechnienie Komunii św. pod dwiema postaciami, przyjmowanie Komunii św. w pozycji stojącej, rozpowszechnienie funkcji szafarzy świeckich, itp. W wielu kościołach w USA dochodzi do takich scen, gdzie np. na 75 osób przystępujących do Komunii św. rozdaje Ją aż 16 szafarzy świeckich, a po zakończeniu pozostałą Krew Chrystusa wylewa się do zlewu!

Nowy cykl roku liturgicznego, które to zmiany - jak zauważa Msgr Klaus Gamber - spowodowały zatracenie sensu miejsca w Kościele.

Zmiany doprowadzające do rezygnacji, a właścicie brutalna likwidacja łaciny jako języka liturgicznego, wbrew wyraźnym zaleceniom poprzednich papieży, którzy widzieli w łacinie skuteczną barierę przeciwko herezji i niezastąpione narzędzie wspólnoty Kościoła. Nawet papież Jan XXIII 22 lutego 1962 roku w Veterum Sapientia pisał: "Biskupi w swojej ojcowskiej trosce powinni mieć się na baczności, by nikt w ich jurysdykcji nie był skłonny do rewolucyjnych zmian, nie pisał przeciwko używaniu łaciny w studiach religijnych lub w liturgii lub poprzez jednostronność osłabiał wolę Stolicy Apostolskiej w tej sprawie bądź ją fałszywie interpretował." Cóż, minęło kilka zaledwie lat i papież Paweł VI zerwał z Tradycją i właściwie zakazał Mszy łacińskiej, a szczególnie trydenckiej.[14] Dziś ci co domagają się prawdziwej Mszy św. po łacinie nazywani są schizmatykami...
Kilkudziesięcioletnie zaniedbania w dogłębnym nauczaniu łaciny w seminariach doprowadziły do sytuacji, gdzie większość duchownych, wraz z nowomianowanymi biskupami nie zna na tyle łaciny, by czytać np. dzieła Doktorów Kościoła w oryginale. Korzystają oni najczęściej w zamian z odpowiednio spreparowanych opisów i posoborowych interpretacji. Ponadto, wiele oficjalnych dokumentów kościelnych przestało być dziś pisanych w tym języku.

"Ekumenizm", który przeszedł wszelkie ramy ortodoksyjności i przeobraził się w dzisiejszą postać skutecznego środka protestantyzacji Kościoła, z tak oburzającymi elementami jak wspólne modły z odszczepieńcami czy "spotkaniami ekumenicznymi", które miały miejsce w ramach tzw. "modlitw o pokój" w Asyżu w 1986 roku, a na mniejszą skalę stały się powszechnym składnikiem życia wielu parafii na całym świecie.

Całkowicie nowe podejście do niechrześcijańskich religii z przekreśleniem nienaruszalnej zasady Extra ecclesia nulla est salus, tak widoczne np. w "dialogu" katolicko-żydowskim. W niepamięć odchodzą słowa np. papieża Piusa XI, który w Encyklice Mortalium animos pisze wręcz, iż spotkania międzyreligijne katolików z wyznawcami innych religii "jest zawsze zabronione", bowiem "Jedność może powstać tylko z jednego autorytetu nauczycielskiego, jednego prawa wiary, jednej wiary Chrześcijan." Do lamusa przeszły liczne jasne i jednoznaczne stwierdzenia wyrastające wprost z Nauki Chrystusa, np. definicja wyrażona podczas Soboru Florenckiego (1438): "Poganie, Żydzi, heretycy i schizmatycy są poza Kościołem Katolickim i jako tacy nie mogą wziąć udziału w życiu wiecznym, chyba że przed śmiercią dołączą do jedynego prawdziwego Kościoła Jezusa Chrystusa: Kościoła Katolickiego." Miast nawracania, Kościół dzisiejszy "dialoguje" odstępując od swoich zasad...

"Nową ewangelizację" będąca wylęgarnią różnych nurtów ruchów neokatechumenalnych i charyzmatycznych, często o podejrzanych korzeniach i nietradycyjnych działaniach.

Coraz skuteczniejsze próby powszechnej akceptacji teologii "uniwersalnego zbawienia".[15]

Bezwzględne wykorzystanie, czyli wielkie nadużycie tzw. krytycyzmu historycznego w pracach badawczych, które było zaczynem procesu przepisywania Pisma Świętego eliminującego "niepoprawne politycznie" wersety oraz stało się "natchnieniem" dla tendencyjnych tłumaczeń. Szczególnie kłania się tutaj wybitnie destrukcyjna postać ojca Raymonda E. Brown'a, przewodniczącego Papieskiej Komisji Biblijnej od 1992 do 1998 roku.[16]

Zapoczątkowanie reformy papiestwa i "demokratyzacji Kościoła" z wizją Biskupiego Ciała Synodalnego zastępującego Władzę Piotrową (potestas vicaria), która ze swą nieodłączną papieską nieomylnością stanowiła zawsze element nie do zaakceptowania przez odszczepieńców w rodzaju tzw. wschodnich kościołów siostrzanych czy odłamów protestanckich. Funkcja Papieża w Nowym Kościele zamykałaby się w ramy "prezydenta" Biskupiego Ciała Synodalnego. Nad tymi zmianami pracowali wytrwale tacy dysydenccy teologowie jak o. Hans KĂźng, o, Karl Rahner, SJ, o. Y. Congar, OP i wielu inni, którzy, jeszcze za Piusa XII byli w niełasce, a niektórym groziła nawet ekskomunika za swe nauczanie, lecz później wstrzyknęli swoją teologię w nurt soborowy, a za pontyfikatu Jana Pawła II zostali w pełni zrehabilitowani. Dziś o "reformę papiestwa" wołają już coraz głośniej liczni kardynałowie...

Zamianę teologii na socjologię z nowym antropocentrycznym rozumieniem świata i człowieka i w konsekwencji przypisaniem jemu atrybutów boskości.

Reformę kształcenia i formacji księży w seminariach i zakonach, korzystającą z takich "osiągnięć" naukowych, jak np. tak zwana humanistyczna psychologia.[17]

Redefinicję tradycyjnego pojęcia misji katolickich, którym zamieniono cele ewangelizacyjne walki o każdą duszę na zwykłą ludzką humanitarną pomoc.

Praktyczną likwidację perły wzbogacającej życie Kościoła: muzyki polifonicznej wraz z chorałem gregoriańskim. Podczas poprzednich pontyfikatów ukazało się wiele oficjalnych dokumentów kościelnych (1928: Konstytucja Apostolska Divini Cultus Sanctitatem Piusa XI, 1947: Encyklika Piusa XII Mediator Dei, 1955: Encyklika Musicae Sacrae Disciplina, 1958: Instrukcja Kongregacji Obrzędów o muzyce sakralnej i liturgii), które propagują chorał gregoriański i uznają muzykę polifoniczną wraz z chorałem jako podstawowy repertuar muzyki liturgicznej w Kościele. Również i Sobór Watykański II w Konstytucji o św. Liturgii podkreślił znaczenie chorału gregoriańskiego jako "własnego śpiewu liturgii rzymskiej". Tak samo posoborowe dokumenty podkreślają niezastąpione znaczenie polifonii i chorału. Dlaczego jednak zezwolono na eksperymenty muzyczne w liturgii, dlaczego nie przeciwdziałano wielkim nadużyciom dokonywanym w imię "ducha soborowego", dlaczego nie skorzystano z narzędzi dyscyplinujących? Dlaczego dalej promuje się modernistyczne kakofonie, nawet na papieskich Mszach św.? W 1928 roku papież Pius XI w konstytucji apostolskiej Divini cultus sanctitatem pisał, by w kościołach: "Jedynie te rozbrzmiewały melodie, które uzmysławiają majestat miejsca i tchną świętością obrzędów", lecz zapominając o tym wszystkim w szybkim tempie chorał i polifonię zastąpiono tzw. muzyką nowoczesną z rockiem, popem, big-beatem i innymi nurtami, które nie tylko nie należą do życia Kościoła (a już absolutnie nie do liturgii!), ale często wprost wypływają z diabolicznych źródeł. To, że dziś w usta błogo uśpionych spiewaków czy grajków wkłada się słowa: "Jezus" czy "Alleluja", nie oznacza wcale, iż swe talenty wykorzystują dla chwały Bożej. Jak ulał pasuje tutaj stare znane powiedzenie: "Jeśli coś brzmi, jakby pochodziło z Piekła, na pewno stamtąd pochodzi."

"Nową estetykę" kościołów, cechującą się przede wszystkim wyrugowaniem tych wszystkich elementów, które latami tworzyły niezastąpioną atmosferę skupienia, modlitwy, medytacji i oddawania chwały Bożej. Zastąpiono je nowymi "czystymi" kompozycjami architektonicznymi budynków kościelnych, które często trudno odróżnić od baraków, magazynów czy sal sportowo-widowiskowych, a wnętrza kościelne pozbawiono nie tylko głębokiej symboliki architektonicznej sacrum, lecz także ławek, klęczników, balasek, konfesjonałów, drogi krzyżowej, obrazów, rzeźb, witraży, bocznych ołtarzy i wszelkich symboli głębii i najpiękniejszej przeszłości Kościoła, nie mówiąc już o umieszczeniu ołtarza (dziś nazywanego zwyczajnie stołem) na środku, zastąpieniu Krucyfiksu jakimś płaskim wyobrażeniem krzyża i umieszczeniu tabernakulum w odległym, ustronnym, niewidocznym miejscu, np. w bocznej, ciasnej kaplicy, a nawet w piwnicy. (A w miejscu tabernakulum siedzi dziś" prezbiter" ze świtą ministrantek...) Czy takie wnętrza zapraszają do modlitwy? Czy estetyka człowieka żyjącego po 1965 roku zmieniła się tak diametralnie, że należało rozkazać rozwalenie dostojnych marmurowych ołtarzy, zniszczyć piękne wnętrza kościelne, powybijać witraże, zastąpić ławki składanymi fotelikami bez klęczników? Tego rodzaju destrukcji dokonano w Stanach Zjednoczonych tysiącami po roku 1965, wszystkie oczywiście za zgodą i pod szczegółowym patronatem miejscowych biskupów i bez zająknięcia się Stolicy Apostolskiej.
Również i w Polsce sytuacja nie przedstawia się tak wesoło: nowe kościoły mają zewnętrzną architekturę stajni, a w środku króluje szpetota estetyczna. Warto przy okazji zaznaczyć, że ta "różnorodność" stylów dzisiejszych kościołów wygląda jakby tworzona była pod patronatem tej samej ekipy akatolickich architektów, dalekich od znajomości właściwego celu świątyń i dysponujących jakimś magicznym uniwersalnym szablonem. Wszędzie powtarza się przy tym wyświechtane frazesy o "braku funduszy" na budowę godnych domów Bożych, lecz jakoś nie zabrakło w ostatnich czterdziestu latach setek milionów dolarów wydanych na "modernizację" (czytaj: destrukcję) kościołów w USA. W 2002 roku ultraliberalny kardynał Roger Mahony "oddał do użytku" w Los Angeles potężne 11-piętrowe gmaszysko, które nazwał katedrą. Ta "katedra" (nb. katedra bez Cathedra, fotelu biskupiej władzy), pozbawiona wszelkich, najmniejszych nawet symboli katolickości, kosztowała przeszło 200 milionów dolarów.[18] A i w Polsce okazuje się nie brakuje pieniędzy na monstrualne budowle, np. w Licheniu czy modernistyczne eksperymenty w Łagiewnikach, podczas gdy w starych, pięknych kościółkach przecieka dach...
Komu zależy na tym, by tworzyć atmosferę odpychającą od skupienia i godnego przeżywania Męki Pańskiej? Kto dokonał zniszczenia kościołów, jeśli nie ludzie nienawidzący i piękna i samego Kościoła? Święty Damian mówił, iż: "Kościół jest obrazem świata", a patrząc na dzisiejszy świat widzimy do czego doprowadzono włączając profanum w kościelne życie.

Podane wyżej przykłady to tylko wycinek długiej listy nadużyć, bowiem to co obserwujemy, stanowi zaprzeczenie Tradycji Kościoła, jest w istocie budowaniem Kościoła "na miarę trzeciego tysiąclecia", budowaniem Nowego Kościoła w sumie pogardliwie patrzącego na swoją przeszłość. Czyżbyśmy wstąpili już w apokaliptyczny etap, gdzie odpowiedzialni za Kościół zamknęli oczy na Światło Prawdy i Życia i, zachłyśnięci fałszywymi hasłami humanitaryzmu, widząc jedynie swój własny, ziemski cel stali się "Ślepymi przewodnikami ślepych"? (por. Mt 15. 14)

web zine SODOMA i GOMORA: wiersze i opowiadania

INNA WERSJA OPOWIADANIA PT : " KRÓLOWA ZIMA "

A było to 27 grudnia 2001 r. Tego dnia padał śnieg i wiał silny, porywisty wia--
tr. Było zimno ( -- 10 stopni C. ) . Było tuż po świętach Bożego Narodzenia. Obaj
z Herkulesem mieliśmy ferie świąteczne i czas wolny.
Bardzo lubimy spacery zimą, więc po połudiu postanowiliśmy udać się na spacer
do lasu, który jest niedaleko naszego domu. Nasz dom znajduje się na krańcach
miasta Łapy. Była godzina
szesnasta. Za oknem zmrok. Mój pies wyje do księżyca. Byliśmy tuż po obiedzie.
Pytam się Herkulesa :
Idziesz na spacer do lasu ?
Jasne stary --- mówi Herkules
Ubieraj się i spadamy. ----- mówię
Ubierzcie się ciepło. Nałóżcie rękawiczki i czapeczki. --- marudzi moja matka
Dobra. Ubierzmy się ciepło. --- mówię
Czego ta zołza się drze. --- mówi pod nosem Herkules
Nareszcie jesteśmy na podwórku. Wieje silny, porywisty wiatr z północy. Jest
ciemno. Pada śnieg.
Bambi ! Ty rudy futrzaku ! Wyłaż z budy ! Idziemy na spacer ! --- mówię donośnym
głosem
Bambi przeciąga się, ziewa i wychodzi z budy. Biegnie do nas machając radośnie ogonkiem. Idziemy sobie powoli polną drogą w kierunku lasu i rozma--
wiamy.
Uwielbiam taką pogodę. Jest taka grożna, tajemnicza i mrożna oraz mroczna
tak samo jak moje wnętrze. Chciałbym pojechać do Norwegii albo Szwecji bo
jest tam noc polarna. --- mówię
Co za kretyn. Ja bym na twoim miejscu przeniósłbym się do prehistorii . -----
mówi Herkules
To były najlepsze czasy w historii ludzkości. Ludzie byli dobrzy. Wszyscy się
sobą opiekowali. Była wolność i nie było uniformizacji w społeczeństwie. Ludzie
żyli w zgodzie z naturą i cieszyli się życiem. --- mówię
Co za nawiedzony filozof życiowy. Cały czas siedzisz w pokoju, który przypomina
małpią dżunglę. Czytasz tylko dzieła filozoficzne, polityczne, jakieś pogańskie
mity. Na oglądanie wzmagań sportowych Małysza, telenowel i komedii nie masz
czasu. Zamiast spędzać czas jak wszyscy wolisz być jakimś dziwnym odludkiem. Inni wujeczkowie mają samochody, chodzą na pikniki ze swoimi
siostrzeńcami. Ty jak zwykle nie masz czasu. --- mówi zirytowany Herkules
Samochodów to ja nie lubię, bo niszczą MATKĘ ZIEMIĘ. Jestem bardzo mocno
związany z matką ziemią. Wolę jeżdzić rowerem, bo to jest pokojowy pojazd. Ja
mogę ci poczytać wiersze i opowiadania swojego autorstwa. Mogę z tobą pro---
wadzić dysputy filozoficzne.--- mówię
Moje pokolenie woli komputery, a nie głupią filozofię. To strata czasu. Chcemy
porozumiewać się za pomocą obrazu. Słowa są mało ważne. Co za kretyn wy--
myślił wyobrażnię. --- mówi Herkules
Bo twoje pokolenie jest zmarnowane przez kapitalizm promujący : prymitywizm,
egoizm, wyścig szczurów, zysk za wszelką cenę. Jesteście materialistami. Nie
macie ideałów. Wszystko przeliczacie na pieniądze. Moje pokolenie kocha : fi--
lozofię, sztukę i socjalizm. Jesteśmy indywidualistami. Samodzielnie, twórczo i
krytycznie myślimy. Nie dajemy się ogłupić propagandzie kapitalistycznej forso--
wanej przez polskich polityków. W moim pokoleniu też są kretyni, którzy chodzą
na dyskoteki, studiują ekonomię, marzy im się garnitur i ciepła posada w korpo-
racji, nie interesują się ambitną kulturą tylko komercją. Ja bardzo cenię sobie
wyobrażnię. Podczas snów podróżuję po wymarzonych krainach. Cenię sobie
baśnie z dzieciństwa ( np : " Królowa Śniegu " , " O krasnoludkach i sierotce
Marysi " ), filmy i literaturę z gatunku : horror, fantasy i science fiction. ---- mówię
Typowo prehistoryczny okaz. Czemu uciekłeś z dżungli ? -- pyta Herkules
Nie rozumiem cię. Przecież bajki są dla wszystkich. Inaczej bajki interpretuje
dziecko, a inaczej dorosły człowiek. --- mówię
Czemu mam takiego dziwnego wujeczka ?-- pyta się Herkules
Wujeczka się nie wybiera. Wujeczka się ma. ---- mówię
Jesteśmy już w lesie. Ciemność otacza nas dookoła. Drzewa szumią niespokojnie pod wpływem wiatru.
Jestem w ekstazie. Uwielbiam przyrodę zimą. Chciałbym, żeby tak było przez
cały rok, --- mówię
Tarzanie ! Wracamy do domu ! ---- mówi Herkules
No dobra. Zrobię kilka wdechów leśnego powietrza. Po takim powietrzu dobrze
się śpi. Spacer potrzebny jest jak woda rybkom. Trzeba już wracać. ---- mówię
Co robisz w Sylwestra ? --- pyta Herkules
Jadę z dziewczyną do Skłotu w Białymstoku na imprezę. Będziemy się bawić
przy prawdziwej muzyce, a nie disco polo i przebojach latynoamerykańskich.
Chciałbym w przyszłości pojechać w góry na tygodniową wycieczkę świąteczno-
noworoczną. Na razie nie mam kasy. Ale jak będę miał to pojadę. Raz w życiu
trzeba być w górach. We snach podróżuję po górach. --- mówię
Dlaczego nie spędzasz Sylwestra ze mną ? Będzie mi nudno bez ciebie. ----
mówi Herkules
Z tobą już spędzałem sylwestra. Potrzebuję odmiany. W Białymstoku powstał
klub o jakim marzyłem. Ten klub promuje : ambitną, alternatywną, niezależną i
niekomercyjną kulturę. Dla burżujów wstęp wzbroniony. Burżuazyjne imprezy
kosztują od 300 do 400 złotych od pary. Wszyscy tam nadęci są jak bufony (
nie patrz, nie dotykaj ). Wszyscy mają skórę i komórę. Wykorzystują ludzi. Czu--
ją się pępkiem świata i nie dzielą swoim szmalem z ludżmi biednymi. Promują :
społeczeństwo klasowe, nienawiść, wyzysk i ucisk społeczny. Gdybym dostał
od kogoś 300 złotych to bym dał te pieniądze bezdomnym lub kupił sobie gi--
tarę akustyczną. Na burżuazyjne imprezy należy wrzucać koktajle mołotowa.
Marks potępiał takie imprezy i miał rację. Burżuje oprócz zatruwania życia
innym zatruwają też życie sobie. Tracą : indywidualizm, postawy twórcze, ano--
nimowość, prywatność, wolny czas. Ich życie obraca się wokół zysku. Co ty---
dzień chodzą do psychoanalityka. Żałosne. Nie chcem tak żyć. Chcę żyć :
beztresowo, w świecie nauk humanistycznych. Dla mnie liczy się satysfakcja z
wykonywanego zawodu, kasa jest mało ważna. Dla mnie wystarczy jeśli będę
mógł przeżyć od pierwszego do pierwszego. Moja dziewczyna myśli podobnie.
--- mówię
Dla mnie i mojego pokolenia liczy się : skóra, kasa i komóra. Zostanę w przy--
szłości bankierem i będę robił nielegalne przelewy finansowe. Będę kąpał się w
złocie. --- mówi Herkules
Przemyśl to sobie. --- mówię
A teraz z innej beczki. Czytasz czasami pornuchy ? ---- pyta się Herkules
Nie. Wolę wiersze erotyczne ( np : Bolesława Leśmiana ), psychologię Freuda,
obrazy o treści erotycznej ( np : dotyczące stworzenia świata, lub " Śniadanie
na trawie " Edguarda Maneta, który przedstawia piknik 4 panów w garniturach
i jednej nagiej kobiety, trzeba gnębić dwulicowość obyczajową burżuazji ). W
obrazach dotyczących stworzenia świata podoba mi się to, że gnębią one obse-
sję na punkcie seksu i celibatu kler katolicki. Pod płaszczykiem zakazów do--
tyczących seksu i możliwości zakładania rodziny przez księży kryje się chęć
poszerzania majątków kościoła katolockiego i chronienia go. To co jest natura--
lne w człowieku nie może być zakazane, gdyż budzi agresję i frustrację. Nic
dziwnego, że słyszymy czasami w mediach o molestowaniu nieletnich przez
księży. Warto by było, aby hierarchowie zastanowili się nad niektórymi rzeczami
i nie byli tacy konserwatywni. Uważam, że społeczeństwo, głównie polskie jest
zakłamane w tej dziedzinie, w innych zresztą też. Seks jest czymś prywatnym,
intymnym. Żadna instytucja nie może ingerować w tę dziedzinę życia. Abraham
Maslow seks zaliczył do potrzeb fizjologicznych czyli niezbędnych do życia i
samorealizacji jednostki ( pokarm, sen, seks, bezpieczne miejsce ). Bez potrzeb
pierwotnych nie można realizować potrzeb wtórnych wynikłych w wyniku socja--
lizacji w społeczeństwie ( wykształcenie, zawód, rodzina ). W czasach pierwotnych dzieci oglądali jak kochają się ich rodzice, były orgie seksualne.
Nikt się tego nie wstydził, a ludzie byli wtedy lepsi niż teraz. W tamtych cza--
sach nie było gwałtu i molestowania. A teraz codziennie w telewiizji mówią o
takich rzeczach. Erotomanów traktuje się jak zboczeńców. Zboczenie powstaje
w wyniku niezaspokojenia popędów. Nie można myśli erotycznych traktować ja--
ko grzechu. Kultura burżuazji jest dziwna. Ja musiałem wiedzę na ten temat
zdobywać po kryjomu, bo rodzice nie chcieli mnie tego nauczyć. Pytali się :
" Czy odrobiłeś już lekcje ? ". Tak odpowiadałem. " Wynieś śmieci i idż z psem
na spacer ". Tak mamusiu. Już się ubieram ciepło i idę z pieskiem na spacer.
Głód informacji nadal miałem. Należy radzić sobie z cenzurą. Głowa do góry i
do przodu. Marzy mi się orgia seksualna w wydaniu ludów słowiańskich. Podczas święta kupały w czasach słowiańskich uprawiano zbiorowy seks. Uwa--
żano, że natura jest płodna, więc ludzie też muszą się płodzić i rozkoszować
się seksem. Dzisiejsze sobótki są tandetne i beznadziejne. Nie chodzę na nie.
Marzy mi się sobótka podczas której na plaży będzie : jedzenie, dzika orgia,
noc, szuwary, rechot żab, muzyka black metalowa ( np : zespoły : Behemoth,
Belfegor ). Ja wolę sztuki, które, które podnoszą ludzkie popędy do rangi wyso-
kiej. Freud to nazywał kompensacją i sublimacją. On mnie nakręca. Cieszę się,
że on stworzył teorię seksualności. Dzięki niemu mam świadomość, że wszystko
ze mną jest w porządku. ---- mówię
Uprawiałeś seks z Moniką ? --- pyta się Herkules
Nie. Boję się to jej zaproponować. Do seksuologa też boję się iść. Przeżywam
konflikt. Nie mogę go rozwiązać. Tchórz ze mnie. Rozmawiam z nią o wszystkim tylko nie o seksie. Nie chcę jej urazić. Boję się, że ją stracę. Wy---
je mi się, że ona też ma ten problem. Znamy się dwa lata. Przecież jestem
czuły i opiekuńczy. Na razie potrzeby erotyczne zaspokajam z psem poprzez
łaskotanie go. ----- mówię
Wiesz. Moja mama czyta playboja i zakleja papierem od bibuły nagie ciało. Na
pytanie co jest pod papierem mówi, że nic tam nie ma i, że jestem za młody.
Każe mi rozwiązywać dodatkowe zadania z matematyki. ---- mówi Herkules
Dorośli są dwulicowi i hipokrytami. Typowo polskie. Polskie społeczeństwo jest
zakłamane w wielu sprawach. Zauważyłem, że wszystko nas dzieli, ale jedno
łączy czyli marzenie o upojnej nocy z ukochaną w pozycji wiadomo jakiej.----
mówię
Ja w nocy mam myśli erotyczne. Sen jest czymś wspaniałym, gdyż wydobywa z
człowieka jego prawdziwą naturę. ---- mówi Herkules
Świadomość to nasza codzienność. Według Freuda to superego. Nieświadomość
to nasze id, nasza prawdziwa osobowość, którą odkrywamy lub chcemy odkryć.
Tak uważał Jung ( uczeń Freuda ). ---- mówię
W indeksie piątki i czwórki, a w głowie grzeszne myśli. Nie znałem ciebie z tej
strony. Myślałem, że jesteś ćwokiem. ---- mówi Herkules
Jestem osobą tajemniczą. Nie można mnie do końca przejrzeć. Ksiądz na religii
w ogólniaku powiedział, że nie wiadomo co we mnie siedzi. Jestem cichą wodą, brzegi rwie. " Cicha woda brzegi rwie " ---- śpiewam
Nie lubię takich melodyjnych piosenek, ale ta piosenka ukazuje moją demoniczną naturę. Każdy z nas jest taki. Tylko nie każdy ma odwagę się
przyznać. --- mówię
Ty to jesteś gość. Jesteś jedynym dorosłym z którym można o wszystkim poro-
zmawiać. Wszyscy dorośli są tacy zamknięci w sobie. Ty jesteś na luzie i za
to cię kocham wujaszku. Pamiętaj ! W domu powiesz, że rozmawialiśmy o szkole,
lekcjach, dobrych, surowych nauczycielach. ---- mówi Herkules
Dobra stary. Możesz na mnie liczyć. ---- mówię
Wchodzimy do domu. Otrzepujemy z siebie śnieg. Moja siostra Marzena pyta się
nas :
Jak było na spacerze ? Macie czerwone policzki. Widzę, że jesteście rozgrzani.
O czym rozmawialiście ?
O szkole. Od nowego roku zamierzamy uczyć się na samych piątkach. ---- mówię
Wy co roku to obiecujecie i nic wam nie wychodzi z tego. Jesteście głodni ?---
pyta się Marzena
Tak. Będę z Darkiem oglądał bajki pt : " Dinozaur " i " Królowa Śniegu ". Będziemy jeść : ptasie mleczko, czekoladę Milano, chrupki chio chips i popijemy
to wspaniałym zdrowym napojem zwanym Coca Cola. ---- mówi Herkules
Cieszy mnie to. Po obejrzeniu bajek ładnie się umyjecie i pójdziecie spać. ----
mówi Marzena
Tak jest pani generał. --- obaj krzyczymy salutując w pozycji wyprostowanej przed S S MISTER MARZENA
Ja zawsze robię głupią minę do złej gry. Salutując przed siostrą robiłem głupko-
watą minę i pomyślałem, że czuję się jakbym był fuhrerem w gestapo w Trze--
ciej Rzeszy, który salutuje przed wodzem HITLEREM. Moja siostra mogła by być
członkiem gestapo, gdyż trzyma swego mężusia krótko i jest ostra jak żyleta.
Wszystkie trzydziestoletnie kobiety są ostre jak żylety. To taki wiek. W filmie
" Życie jest piękne " Federico Felliniego kobiety essesmanki były bardziej bojowe niż faceci essesmani.
Tacę z jedzeniem brać i naprzód marsz ! --- mówi siostra
Tak jest pani kapitan ! --- krzyczymy
Bierzemy tacę z pysznym jedzonkiem i jak żołnierze w wojsku maszerujemy na
górę do pokoju Herkulesa mówiąc : " RAZ ! DWA ! LEWO ! LEWA ! LEWA ! LEWA !
RAZ ! DWA ! " Jesteśmy w pokoju. Kładziemy tacę na dywanie. Ustawiam wideo.
Wsadzam kasetę z bajką pt : " Królowa Śniegu ". Odpalam przycisk play i za--
czynamy oglądać pałaszując jedzonko. Uwielbiam Królowę Śniegu, ponieważ ba--
rdzo lubię zimę. Chciałbym mieszkać w pałacu na Antarktydzie, bawić się z
wilkami, siedzieć na tronie z królową śniegu. To było cudowne. Gdybym mógł
to bym inaczej zrobił tą bajkę. Chciało mi się spać. Zacząłem ziewać. Zimowe
powietrze robi swoje. Czuję się tak spokojnie, błogo. Po chwili słyszę głos z
telewizora : CHODŻ DO MNIE ! ZAPRASZAM CIĘ ! WEJDŻ DO TELEWIZORA ! DAJ
MI RĘKĘ ! --- mówi królowa
Jak w hipnozie zaczarowany zrobiłem to o co prosiła mnie królowa. Po chwili
znalazłem się w innym świecie. Dookoła śnieg. W oddali gęsty las. Zacząłem
iść w kierunku lasu. Wchodzę do lasu. Jest ciemno. Po drzewach skaczą wie--
wiórki. Po śniegu chodziło kilka żubrów. W oddali słychać było wycie wilków.
Idę dalej. Szeleszczą drzewa. Niektóre z nich miały oczy i usta. Rozmawiały
między sobą.
Idzie człowiek. Ciekawe czego chce. Pewnie będzie ścinał drzewa. --- mówi sosna
Siedż cicho. On nie ma złych zamiarów. Przecież nie ma przy sobie ostrych
narzędzi. Nie straszmy go. --- mówi świerk
Spoko. Nie będę hałasowała. Będę wyjątkowo gościnna dla tego człowieczka.---
mówi sosna
Słuchajcie drzewa. Jestem dla was przyjacielem. Nie będę was ścinał, tak jak
okrutni inni ludzie, którzy są chrześcijanami. Czuję się z wami zjednoczony du--
chowo. Jestem częścią przyrody tak samo jak wy. Pokój z wami. Jesteście dla
mnie święte.--- krzyczę
Pokój z tobą biały człowieku z miasta. ---- mówią chórem drzewa
Idę dalej. Mijam : lisa, dwie sarny, cztery jelenie. Wszyscy mile się ze mną wi--
tali. Sarna powiedziała :
" Uważaj na wilki ! One są niebezpieczne i głodne ! " Wczoraj zjedli moją có--
rkę i męża. Mi się udało uciec. Ile ważysz ?
Osiemdziesiąt osiem kilogramów. ---- mówię
Tak myślałam. Wyglądasz na faceta przy tuszy. Dla wilków byłbyś smacznym
kąskiem. ---- mówi sarna
Dobra. Będę uważał. Jestem głodny tak samo jak wilki. Nie chcem zabijać zwierząt. Żywię się roślinkami. ---- mówię
Zjedz korę z drzew. Ona jest smaczna i pożywna. Smakuje jak czekolada i grzanki. Mam w piersiach dużo mleka. Chcesz się napić ? --- pyta się sarna
Tak. ---- mówię
Zjadłem korę z drzew i popiłem ją mlekiem. Najadłem się za wszystkie czasy.
Kora z drzew jest smaczniejsza od tłustych hamburgerów i hot --- dogów z ma--
cdonaldów. Przynajmniej nie będę miał zamulonych żył, choroby wieńcowej i
innych chorób układu pokarmowego i krążenia. ---- pomyślałem
Smaczne było ? Najadłeś się ? ---- pyta się sarna
Tak. Pora już na mnie. Może się jeszcze spotkamy. Cześć ! ---mówię
Cześć ! --- mówi sarna
Pocałowałem jej policzek i kopyto i poszedłem dalej. Po chwili zobaczyłem
trzydziesto - osobowe wilcze stado. Chciałbym być wilkiem. Cenię w nich siłę,
wygląd i głos. Czasami sobie wyobrażam, że jestem wilkiem. Indianie potrafili
wczuwać się w postacie zwierząt. Te wilcze stado nie było chyba nastawione
do mnie pokojowo. Trzydzieści par oczu patrzyło na mnie jak na obiekt do
zjedzenia. Zacząłem drżeć ze strachu. Po chwili zacząłem uciekać. Tylko jeden
wilk zaczął mnie gonić. Reszta wilków została na miejscu. Nie mogłem biec dalej. Opadłem z sił. Po chwili upadłem na śnieg. Podbiegł do mnie szary, wie-
lki, tłusty wilk. Zaczął mnie lizać i merdać ogonkiem. Ocknąłem się i wytrzeszczyłem oczy.
Nie bój się. Nie chcę cię zjeść. Innym wilkom powiedziałem, żeby też ciebie nie ruszali. Chcę się z tobą zaprzyjażnić. Nazywam się szary wilk i jestem przy
jacielem królowej zimy. Wsiadaj na grzbiet. Zawiozę cię do niej. Tam na hory--
zońcie jest zamek, w którym ona mieszka. ---- mówi szary wilk
Mkniemy przez zaspy. Zbliżamy się do zamku. Jesteśmy na miejscu. --- mówi
szary wilk
Doznałem olśnienia. Przed oczami ukazał mi się potężny szklany zamek o gru--
bych murach, strzelistej wieży z fosą. Zamku strzegł ryś i jastrząb. Podchodzę
razem z wilkiem do nich.
To jest nasz przyjaciel. --- mówi wilk do rysia i jastrzębia
Jak się nazywasz ? --- pyta się ryś
Jestem TARZAN ( WŁADCA MAŁP ). Przybywam z ciepłych krajów. ---- mówię
Nazywam się SZYBKA STRZAŁA. ---- mówi ryś
A ja OSTRY WZROK . ---- mówi jastrząb
Zapraszamy do środka. ----- mówi ryś
Weszłem do zamku. Doznałem olśnienia. Takich cudów jeszcze w życiu nie wi--
działem. Na ścianach obrazy malarskie przedstawiające naturę , okna wypełnione witrażami. Na ścianach wisiały świeczniki. Było mnóstwo komnat. W
każdej prawie to samo. Były też wodne łóżka, rybki w akwarium. W jednej ko--
mnacie jest basen, a w nim hipopotan z rekinem. Obaj byli przyjażnie wobec
siebie nastawieni. W tle tego wszystkiego była muzyka gotycka i symfoniczna.
Wchodzę do jadalni. Na złotym tronie siedzi królowa , cała w bieli ze złotą ko-
roną na głowie.
Witaj skarbie. Jestem królowa Śniegu. ---- mówi królowa
Jestem TARZAN ( WŁADCA MAŁP ). ---- mówię
Zapraszam cię na przyjęcie do jadalni. Dzisiaj jest sabat czarownic i czarowników. Świętujemy przesilenie zimowe. Będzie : zdrowa żywność, czadowa
muzyka i zbiorowa miłość. ---- mówi królowa
O kurcze ! Zawsze o tym marzyłem ! Dzięki ci królowo. --- mówię
Padłem do jej stóp i ucałowałem jej zimne stopy.
A teraz chodż mój słodki. Idziemy. ---- mówi królowa
Weszłem do pomieszczenia. To było to o czym marzyłem. Wszędzie nagie, kochające się ciała. Obrazek jak z obrazów o stworzeniu świata. Mało tego.
Znałem te wszystkie osoby. W tym pomieszczeniu byli moi ulubieni : pisarze, po-
eci, malarze, nauczyciele, moja dziewczyna, muzycy, politycy, filozofowie m.in. :
Allen Ginsberg, Edward Stachura, Rafał Wojaczek, Salwador Dali, Clint Eastwood
Marylin Manson, Roman Kostrzewski, Piotr Wiwczarek, Whoopi Goldberg, Horacy,
Marks, Nietsche, Platon, Sokrates, Werter, Stanisław Przybyszewski, Mark Twain, Jack Smith, Edguard Manet, Claude Manet, Pi--
casso, Piotr Kropotkin, Rousseau. Od
razu rzuciłem się w wir seksu, rozpusty i miłości popijając wino greckie, pałaszując owoce morza. Orgiastyczna impreza dla intelektualistów. Wszyscy
pokazali mi swoją : prawdziwą, dziką, wolną naturę. Czułem się jak w niebie.
Najważniejsze, że królowa śniegu też rzuciła się w wir rozpusty. Baraszkowałem
razem z nią co jakiś czas zmieniając pozycję. Kochając się z nią myślałem, że
kocham się ze swoją dziewczyną. Moja dziewczyna też się rzuciła na przyjęciu.
Nie miała wobec mnie żadnych zahamowań. Cieszyła się, że robi to ze mną.
Nareszcie zrobiliśmy to. Czuję szturchanie i łaskotki. Otwieram oczy. Rozglądam
się po pokoju.
Co jest stary. Zdrzemnąłeś się ? Teraz leci bajka o dinozaurze. Przespałeś swoją królową śniegu ?
Widziałeś mnie w telewizji ? Ja zmieniłem całą fabułę Królowej śniegu. ---- mówię
Nic nie zmieniłeś. Przespałeś się trochę. Ach ty poeto. Zacznij żyć w normalnym świecie i przestań śnić na jawie. Usnąłeś i śniły ci się głupoty.
Uśmiechałeś się przez sen. Masz czerwone policzki i jesteś spocony. Przyznaj
się zbereżniku. Co ci się śniło ?--- pyta się Herkules
To nie żadne głupoty tylko moje marzenia, mój świat. Gdybyś wiedział co mi
się śniło. --- mówię
To opowiedz. --- mówi Herkules
Jutro ci opowiem. Idę już spać. Dobranoc.--- mówię
Dobranoc. --- mówi Herkules
Herkules ! Pora już spać ! --- mówi Marzena
Zaraz. Tylko wyłączę wideo. ---- mówi Herkules
Wybiła północ. Moja ulubiona pora. Księżyc jest w pełni. Wskakuję w kwiecistą
piżamkę i idę spać. Ciekawe co mi się znowu przyśni. Oby coś miłego. Bardzo
lubię dinozaury. Co mi się przyśniło tej nocy opowiem wam innym razem.
DOBRANOC !

KOLOROWYCH SNÓW !

Daro666 dnia Pon Sie 04, 2008 1:38 pm, w całości zmieniany 4 razy